poniedziałek, 16 września 2013

Dżem bananowy z wanilią i kroplą rumu

Historia tego dżemu sięga września 2011 roku. Podróżowałam wtedy z Karoliną po pięknej wyspie Oceanu Indyjskiego - La Réunion. Pewnego poranka jedna z naszych Couchsurfing'owych gospodyń poczęstowała nas przepysznym dżemem bananowym. Połączenie tych słodkich owoców i aromatycznej wanilii było tak dobre, że do dzisiaj czuję jego smak. Niestety Coralie dostała marmoladę od znajomej i nie mogła podzielić się przepisem. Po dwóch lata sama spróbowałam odtworzyć ten piękny smak. Nie jest to co prawda to samo (może tajemniczym składnikiem są reuniońskie banany?), ale bardzo blisko do oryginału! Jest to pierwszy dżem jaki kiedykolwiek zrobiłam i przyznam, że jest to bardzo szybki i przyjemny przepis. Idealny dla początkujących "przetworników" :)



Składniki:

1 kg bardzo dojrzałych bananów (waga bez skórki)
330 g brązowego cukru
150 ml wody
3 laski wanilii
sok z jednej cytryny
łyżka mielonego cynamonu
50 ml białego rumu



Przygotowanie:

Obrane banany miksujemy na gładki mus. Wodę, cukier i miąższ z wanilii mieszamy razem w misce. Płyn podgrzewamy na średnim ogniu aż cukier się rozpuści i zacznie się pienić. Nie należy podgrzewać zbyt długo, ponieważ cukier zacznie karmelizować. Dodajemy mus bananowy i dobrze mieszamy. Dorzucamy cynamon i sok z cytryny. Gotujemy na średnim ogniu przez 30 minut, mieszając od czasu do czasu, tak aby masa nie zaczęła się przypalać. Na ostatnie 5 minut gotowania dolewamy rum. 

Dżem przelewamy do wyparzonych słoików (mi wyszło łącznie około 1000ml). Jeżeli nie planujemy go zjeść w najbliższym czasie, słoiki powinno się pasteryzować. 






piątek, 13 września 2013

Home Bakery - Chleb z bakaliami

Zawsze wydawało mi się, że pieczenie czegokolwiek z użyciem drożdży jest niesamowicie skomplikowane. Słowa takie jak "wyrośnięcie" i "ciepłe, nieprzewiewne miejsce" budziły we mnie strach i lekką panikę, więc zawsze omijałam wszelkiego rodzaju ciasta drożdżowe.  Po raz pierwszy odważyłam się dotknąć  takiego przepisu w zeszłą zimę. Postanowiłam upiec świąteczne ciasto. Oczywiście ciasto nie wyrosło nawet 1 cm. Ale mimo wszystko było zjadliwe i cieszyło się dużym powodzeniem na świątecznym stole. Nie poddałam się i po paru kolejnych próbach efekty były coraz lepsze. W zeszły weekend moją misją był chleb z bakaliami. I muszę wam powiedzieć, że drożdże a w szczególności tajemnicze "ciepłe nieprzewiewne miejsce" nie są już w cale takie przerażające! Jedyne czym ciasto drożdżowe w dalszym ciągu mnie trochę zniechęca jest czas potrzebny do jego przygotowania. Cały proces trwa 4-5 godzin, więc nie są to przepisy na szybkie pieczenie. Ale za to idealne na deszczowe weekendy! Przepis na chleb jest modyfikacją z książki Wypieki Anneka Manning. Chleb smakuje najlepiej w dniu, w którym został upieczony (posmarowany masełkiem - pycha!), ale po 2-3 dniach jest w dalszym ciągu bardzo smaczny (przechowywany w szczelnym pojemniku/zawinięty w folię).




Składniki:

 90 g miodu
185 ml ciepłej wody
7 g suszonych drożdzy
200 g mąki pszennej
200 g mąki pełnoziarnistej
1 łyżeczka soli
1 łyżka mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1 jajko
1 łyżeczka skórki z pomarańczy
100 g pokrojonych suszonych moreli
100 g suszonej żurawiny
100 g pokrojonych suszonych śliwek
50 g posiekanych orzechów włoskich
50 g posiekanych migdałów
1 żółtko 
garść maku




Przygotowanie:

W misce łączymy miód, ciepłą wodę i drożdże. Odstawiamy na kilka minut do spienienia.

Dodajemy obie mąki, sól, cynamon, goździki, jajko i skórkę z pomarańczy. Wyrabiamy do 10 minut aż ciasto będzie elastyczne i trochę kleiste. Miskę przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce do wyrośnięcia na półtorej godziny lub do podwojenia objętości. Ja włożyłam miskę z ciastem do większej miski, którą napełniłam ciepłą wodą (à la kąpiel wodna) i postawiłam na nasłoneczniony parapet. Ciasto wyrosła po około godzinie. 

Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią (mój ulubiony moment), aby uszedł nadmiar powietrza. Dodajemy bakalie i wyrabiamy ciasto aż składniki dobrze się połączą. 

Ciasto kładziemy na oprószony mąką blat i formujemy z niego spłaszczoną kulę o średnicy ok. 18 cm. Ciasto kładziemy na natłuszczonej blasze do pieczenia. Smarujemy żółtkiem i obsypujemy makiem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do ponownego wyrośnięcia w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na około półtorej godziny. Tym razem siłą rzeczy nie mogłam zastosować kąpieli wodnej, bo ciasto było ułożone na blasze. Wstawiłam je więc do piekarnika nagrzanego do 70 stopni i zostawiłam uchylone drzwiczki. 

Wyrośnięte ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (z termoobiegiem 160 stopni) i pieczemy przez około 40-45 minut. Ciasto jest gotowe jeżeli po postukaniu w jego spód, słychać głuchy odgłos. Studzimy na metalowej kratce. Nie powinno się zostawiać chleba na blasze ponieważ parująca para wodna może zmiękczyć ciasto. 




poniedziałek, 9 września 2013

Guacamole

Guacamole to świetny sposób na zużycie bardzo dojrzałych avocado. Miąższ musi być bardzo miękki tak aby z łatwością powstała z niego pasta. W sklepach zazwyczaj sprzedawane są bardzo twarde avocado, dlatego planując przyrządzenie guacamole, owoce najlepiej kupić kilka dni wcześniej. Sos można używać jako pastę do chleba lub tradycyjnie z nachosami. To typowe danie kuchni meksykańskiej świetnie nadaje się jako przystawka na imprezy. Jest zdrowszą alternatywą dla sklepowych sals - avocado jest źródłem witamin B9, B6, K, E i C a także magnezu, fosforu i wapnia. 



Składniki:

1 dojrzałe avocado
1 cebula 
3-4 ząbki czosnku
sok z cytryny
papryczka chilli 
sól

Przygotowanie:
Avocado obieramy ze skórki i pozbawiamy pestki. Widelcem rozgniatamy je na w miarę gładką pastę. Czosnek i cebulę drobno siekamy i dodajemy do sosu. Doprawiamy sokiem z cytryny, solą i papryczką chilli (może być posiekana świeża lub suszona w proszku - zależy co akurat mają w sklepie)



¡buen provecho

czwartek, 5 września 2013

Galette z owocami sezonowymi

Galette to pyszne kruche ciasto z nadzieniem owocowym. Pieczone jest bez formy, więc idealne dla osób, których kuchnia zaopatrzona jest tylko w najistotniejsze przedmioty. Jest bardzo proste w przyrządzeniu i uniwersalne - można użyć wszelkich owoców jakie akurat mamy pod ręką. Ja użyłam jabłek, malin i jagód. Sezon na maliny niestety się kończy, więc następnym razem pewnie użyję same jabłka albo śliwki. Do przepisu wrócę na pewno, bo ciasto jest moim zdaniem nieziemsko dobre. Jeśli chodzi o desery i moje gusta smakowe sprawdza się teoria - im prostsze tym lepsze!




Kruche ciasto:

225 g mąki
30 g cukru pudru
szczypta soli
125 g schłodzone masła, pokrojonego w kostkę
1 jajko
zimna woda (opcjonalnie)

Nadzienie:

2 jabłka
maliny
jagody
40 g brązowego cukru
sok z połowy cytryny
łyżka cynamonu 
1 jajko
cukier puder do posypania





  1. Mąkę, cukier i sól przesiewamy do miski. Dodajemy masło i "wcieramy" je w suche składniki tak aby powstała konsystencja przypominającą bułkę tartą.
  2. Dodajemy roztrzepane  jajko i mieszamy. Jeżeli składniki nie łączą się zbyt dobrze, można dodać trochę zimnej wody. 
  3. Zagniatamy ciasto aż stanie się miękkie i gładkie. 
  4. Z ciasta formujemy kulę i zawijamy w folię spożywczą. Wkładamy do lodówki na około 30 minut.
  5. Ciasto rozwałkujemy na okrągły placek o średnicy 30 cm.
  6. Jabłka obieramy, wydrążamy środek i kroimy w cienkie plasterki. Wrzucamy do miski i mieszamy z brązowym cukrem, sokiem z cytryny i cynamonem. 
  7. Jabłka układamy na rozwałkowanym cieście, pozostawiając 3-4 cm odstępu od brzegu. Posypujemy malinami i jagodami.
  8. Brzeg ciasta zawijamy na owoce, tworząc zakładki tak aby ciasto nie rozkleiło się podczas pieczenia. 
  9. Ciasto smarujemy roztrzepanym jajkiem, aby nie spaliło się podczas pieczenia.
  10. Piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni (170 z termoobiegiem) i pieczemy przez 25 minut. Następnie zmniejszamy do 170 stopni (150 z termoobiegiem) i pieczemy przez kolejne 20 minut aż ciasto stanie się złociste i chrupiące.
  11. Pozostawiamy do ostygnięcia i na końcu oprószamy cukrem pudrem. 




czwartek, 25 lipca 2013

Kulinarne podróże - Paryż La Fontaine de Mars

Dzisiejszy post jest pierwszym z serii "kulinarne podróże", w której będę opisywać kuchnię i kulturę jedzenia krajów które miałam okazję odwiedzić. Na początek zdecydowałam się na Paryż - moje ulubione europejskie miasto. W stolicy Francji nie trudno o dobre jedzenie, ale tak samo o kiepskiej jakości restauracje, które nastawione są tylko na zagubionych turystów, szukających les escargots czy soup d'onion. Dlatego lubię przed wyjazdem poszperać trochę w internecie i poszukać miejsc polecanych przez miejscowych. Z doświadczenia wiem, że lokale które reklamują się hasłami "menu za 15/20/30 euro" wypisane w języku angielskim w sercu paryskiej dzielnicy łacińskiej nie są warte polecenia. Jedna wizyta jest niestety w stanie zniechęcić do kuchni francuskiej. Tak samo odradzam miejsc, przed którymi kelnerzy próbują złowić klienta z ulicy. W dobrej restauracji kelner jest zajęty obsługą gości, a nie naganianiem klienteli. 

Nauczona wcześniejszymi przeżyciami, przed czerwcowym wyjazdem do Francji przygotowałam listę miejsc wartych odwiedzenia. Jednym z nich była restauracja Fontaine de Mars. Pierwszy raz natknęłam się na nią rok wcześniej spacerując rue Saint Dominique w stronę wieży Eiffla. Moją uwagę przyciągnęły na początku czerwone obrusy w białą kratkę a potem fakt, że każdy stolik był zajęty. Okazało się jednak, że bez rezerwacji nie ma co liczyć na kolację, więc wizytę odłożyłam na następny raz. W czerwcu będąc po raz kolejny w mieście świateł wreszcie udało się odwiedzić restaurację, w której kiedyś kolację jadła sama Michelle Obama. 


La Fontaine de Mars


Fontaine de Mars serwuje tradycyjną kuchnię francuską. Codziennie przygotowywane jest inne plat du jour w cenie 20 euro. Ja natrafiłam na dzień coq au vin, czyli kogut (w większości przepisach używany jest jednak kurczak) pieczony w czerwonym winie. Na przystawkę spróbowałam guacamole z krewetką tygrysią na poduszce z sosu pomidorowego.



Coq au vin

Najlepszy okazał się jednak deser! Duże ciastko biszkoptowe polane rumem z bitą śmietaną. Pycha! Moja mama zamówiła Ile flottante "Fontaine de Mars" - krem z kasztanów z bitą śmietaną i polewą czekoladową. 




Cała kolacja była na prawdę świetna. Świeże produkty wysokiej jakości są podstawą każdego dobrego jedzenia. Polecam to miejsce jeżeli chcecie spróbować autentycznej francuskiej kuchni, która w tym miejscu tworzona jest od 1908 roku! 

La fontaine de Mars
129, Rue Saint-Dominique
75007 PARIS 7ème 
wymagana rezerwacja 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Tiramisu z malinami i limoncello

Tiramisu to jeden z moich ulubionych deserów. Ten włoski przysmak jest bardzo prosty w przygotowaniu i smakuje prawie wszystkim! Ważne jest użycie odpowiedniego rodzaju biszkoptów. Ja dodaję włoskie, specjalne do tiramisu. Są trochę droższe niż polskie odpowiedniki, ale nie zmieniają konsystencji i nie stają się "papkowate". Tradycyjne tiramisu przygotowuje się z kawą i amaretto. Ja proponuję Wam dzisiaj letnią wersję z malinami. Do nasączania biszkoptów użyłam włoskiego likieru cytrynowego limoncello, który lepiej niż espresso komponuje z owocami.



Składniki

250 gr mascarpone
50 gr cukru pudru
130 gr śmietany 36%
biszkopty 
maliny
limoncello
biała czekolada

Przygotowanie:


  1. Śmietanę ubijamy. W misce mieszamy mascarpone z cukrem pudrem i dodajemy do bitej śmietany. Całość łączymy w jednolitą masę.
  2. W dużym szklanym naczyniu lub małych miseczkach na spodzie układamy biszkopty. Skrapiamy likierem cytrynowym (+/- 2 łyżeczki likieru na biszkopt). Na ciastkach układamy warstwę malin, którą przykrywamy masą śmietanową. Następnie tworzymy kolejną warstwę (biszkopty, limoncello, maliny, krem). 
  3. Wierzch deseru posypujemy startą białą czekoladą i dekorujemy pozostałymi malinami.
  4. Schładzamy na kilka godzin przed podaniem.